Область наук:
  • Філософія, етика, релігієзнавство
  • Рік видавництва: 2019
    Журнал
    Res Cresoviana
    Наукова стаття на тему 'Ksiadz pralat Ludwik Kamilewski - takim go zapamietalem'

    Текст наукової роботи на тему «Ksiadz pralat Ludwik Kamilewski - takim go zapamietalem»

    ?KSIADZ PRALAT LUDWIK KAMILEWSKI - TAKIM GO ZAPAMIETALEM

    Zyciorysu ks. pralata Ludwika Kamilewskiego, ktory bardzo duzo zrobil dla archidiecezji lwowskiej, diecezji luckiej i kijowsko-zytomierskiej, nie bede pisal. Slyszalem o nim wiele od przybywajacych ze Lwowa duchownych i swieckich. Osobiscie poznalem go i spotykalem sie z nim poczawszy od roku 1987, kiedy po raz pierwszy przybylem do Lwowa. Slyszalem od ludzi, ze kiedy przyjechal do Lwowa, mial problem z poslugiwaniem sie jezykiem polskim. Ojciec Rafal, dlugoletni proboszcz katedry, ktory zabiegal o wspolpracownika, postanowil, ze jezyka naucza ks. Ludwika parafianie. Brak czasu oraz ogrom pracy duszpasterskiej spowodowal, ze ks. Ludwik od razu zaczal pracowac i do konca zycia slabo mowil po polsku. Wspominal, ze gdy byl w wojsku - plywal na okrecie podwodnym - pewnego razu dowodca, wiedzac, ze jest Polakiem, zapytal: czy ty mowisz po polsku? Wtedy odpowiedzial: nie nauczyli mnie. W odpowiedzi uslyszal: jaki ty Polak, jak nie mowisz po polsku? Opowiadal, ze troche go to zawstydzilo i postanowil nauczyc sie jezyka ojczystego. Poslugujac duszpastersko wsrod Polakow we Lwowie, mial mozliwosc nauczenia sie jezyka "ze slyszenia".

    W sierpniu тисяча дев'ятсот вісімдесят сім r. po raz pierwszy przybylem do Lwowa na zaproszenie prywatne pani Marii Pajuk z Sichowa, jako krewny. Po przybyciu do zakrystii spotkalem sie z proboszczem franciszkaninem ojcem Rafalem, ktory powiedzial mi, ze wszelka pomoc mam otrzymac od ks. Kamilewskiego. Zamieszkalem u ks. Ludwika przy ul. Tatarbunarskiej, gdzie zostawilem swoj samochod, "maluszka", tzn. Fiata 126 p, i razem z ksiedzem zaczalem zwiedzac miasto. Msze swieta odprawialem w katedrze za zamknietymi drzwiami, z kluczem w zamku, w kaplicy sw. Jozefa. Nastepnie jechalismy jego wolga do Stanislawowa, Szczerca, Moscisk, Krzemienca oraz oczywiscie do tajnego biskupa, ks. Jana Cienskiego, do Zloczowa. Nie bede opisywal tych wspanialych wizyt. Obserwowalem wszystko dokladnie i potem przekazalem swojemu biskupowi Marianowi Jaworskiemu w Lubaczowie, a on dalej - do Watykanu. Ks. Ludwik zorganizowal mi tez wyjazd pociagiem do Kijowa i Winnicy, abym mogl tam poznac naszych wiernych. Przebywalem tam kilka dni. W tym czasie NKWD pytalo go, gdzie jest ten ksiadz z Polski? Odpowiedz byla krotka: gdzies tu chodzi, bo jego maszyna stoi u mnie na podworzu (co bylo widac), ma tu duzo krewnych, to wraca pozno. Gdy wrocilem z podrozy, opowiadal, jaki jestem wazny, ze juz kilka razy pytali, gdzie jego gosc. Wtedy, po moim powrocie, wypowiedzial swoje slynne powiedzenie - "a widzi". Pomyslalem sobie - jak ci nasi dzielni ksieza sa obserwowani i ilu donosicieli i szpiegow musza miec sluzby bezpieczenstwa!

    Od jesieni 1989 r. do Lwowa zaczal przyjezdzac biskup Marian Jaworski, ktory byl administratorem apostolskim archidiecezji lwowskiej z siedziba w Lubaczowie. Wtedy ks. Kamilewski zajmowal sie organizacja calej wizyty na terenie obwodu lwowskiego, a ks. Markijan (Marek) Trofimiak - w porozumieniu z nim - na terenie obwodu tarnopolskiego. Na zakonczenie pierwszej wizyty duszpasterskiej wszyscy kaplani zebrani w katedrze prosili, by bp Jaworski pozostal z nimi, bo brakuje im ojca. Modlili sie w kanonie Mszy sw. za biskupa Mariana, co wywolywalo zlosc wladz komunistycznych. Biskup Jaworski odprawil pozegnalna Msze sw. w katedrze 11 listopada 1989 r. Wtedy ojciec Rafal z ks. Ludwikiem podarowali mu zloty krzyz biskupi z napisem "arcybiskupowi Marianowi, Lwow katedra 11.XI.1989 r.". Gdy kardynal Jaworski obchodzil 80-lecie urodzin, przekazal ten krzyz dla obrazu Matki Boskiej Laskawej w katedrze lwowskiej. Krzyz biskpi zamowil dla bpa Jaworskiego ks. Ludwik, natomiast o. Rafal jak zwykle za niego zaplacil. Krzyz ten wykonal z zoltego i bialego zlota lwowski zlotnik pan Jerzy Wilczynski. Jako pamiatke naszych odwiedzin kolejnym razem otrzymalem od ks. Kamilewskiego - i mam do dzisiaj na swojej szyi - zloty medalik Matki Boskiej Czestochowskiej, rowniez wykonany we Lwowie.

    Biskup Jaworski, przyjezdzajac do Lwowa, poczatkowo mieszkal przy ul. Snopkow-skiej 12, u pan Ireny Pelczarskiej, Marii Skierskiej i Janiny Sosabowskiej. Po pewnym czasie ks. Ludwik postanowil, ze na czas przyjazdu ks. biskupa odstapi swoje mieszkanie przy ul. Tatarbunarskiej 10, gdzie byly lepsze waruki. Po paru latach ojciec Rafal Kiernicki otrzymal od pani Kamili Baranskiej dom przy ul. Kwitki Osnowianenko 12, ktorego czesc przekazal siostrom franciszkankom Rodziny Maryi, a druga siostrom honoratkom. W czesci nalezacej do siostr marianek mieszkal do roku 1995 arcybiskup Jaworski. Wtedy kupil dom przy ul. Samczuka 14 A, kolo Parku Stryjskiego.

    Ks. Ludwik latwo nawiazywal kontakty ze wszystkimi ludzmi. Mial jedna wade - lubil sie spozniac, czego przy punktualnosci ojca Rafala nie dalo sie nie zauwazyc. Nie robil tego ze zlej woli, tylko mial taki sposob zycia. Wiele razy jako kanclerz zwracalem mu uwage, na co usmiechal sie i odpowiadal swoim powiedzeniem: "a widzi".

    W czasie tzw. pierestrojki Gorbaczowa wierni na czele z ks. Ludwikiem zaczeli walczyc o zwrot naszych poniszczonych swiatyn. Ksieza pracujacy w katedrze podzielili sie zadaniami: ojciec Rafal dawal pieniadze, a remontami zajmowal sie ks. Ludwik, ktory do pracy bral mlodziez. Prace przy remoncie wykonywala mlodziez katedralna, chorazanki, ministranci. Zabieral ich zamowionym autobusem, zawozil do danej miejscowosci, a oni czyscili, malowali, wstawiali okna, remontowali to, co najwazniejsze. Nastepnie przyjezdzal o. Rafal i swiecil, a pozniej biskup i arcybiskup Jaworski. Trzeba wiedziec, w jaki sposob ks. Kamilewski odbieral swiatynie. Jechal do wioski, spotykal siedzace starsze babcie i pytal, jakie sa ich imiona? Kiedy imiona byly czysto polskie, mowil: wy jestescie Polki i musicie napisac do wladz prosbe

    0 oddanie kosciola. Jesli brakowalo wiernych Polek - a trzeba wiedziec, ze wtedy potrzebowano podpisu 20 osob - wybieral imiona Ukrainek, ktore moga byc polskie

    1 ukrainskie, a te chetnie podpisywaly. Dzieki temu oddano nasze stare swiatynie, ktore zniszczyli bolszewicy.

    Czasem wydawalo sie, ze ks. Kamilewski niektore koscioly odbiera wbrew logice, gdyz nie bylo tam Polakow rzymskich katolikow. Na spotkaniach ksiezy wobec arcybiskupa czy biskupa Rafala niektorzy kaplani wprost atakowali ks. Ludwika, dlaczego zabiera nastepne tak zdewastowane swiatynie? Jego odpowiedz byla przekonujaca. Teraz jeszcze upadajaca wladza sowiecka oddaje nam swiatynie, ale jak do wladzy dojda ukrainscy nacjonalisci, to nic nie oddadza. Argumenty ks. Ludwika podtrzymywal abp Jaworski, a po paru latach okazalo sie, ze obaj mieli racje. Z czasem te zdewastowane odebrane swiatynie zostaly wyremontowane i dzisiaj sa pelne wiernych roznych narodowosci. Podobnie bylo w 1991 r., Gdy ks. Kamilewski przeszedl pracowac do diecezji luckiej.

    Bedac duszpasterzem we Lwowie, u boku wielkiego ojca Rafala Kiernickiego OFM Conv., Ks. Ludwik opieral sie na mlodziezy, ktora bardzo mu pomagala. W nagrode z okazji swiat czy urodzin organizowal spotkania dla mlodziezy katedralnej w swoim domu przy ul. Tatarbunarskiej, a w czasie wakacji wybieral sie z ta mlodzieza na wspolne wyjazdy w gory na odpoczynek. Byla to nagroda za caloroczna pomoc Kosciolowi. Dawal tez pieniadze na bilety do kina, z czego chetnie korzystali ministranci i mlodziez zenska. Integrowalo to nasza katolicka mlodziez i umacnialo w wierze, a niektorzy z nich zawarli katolickie malzenstwo.

    Wiadomo, ze w seminarium duchownym w Rydze, gdzie studiowali klerycy z calego Zwiazku Radzieckiego, oprocz Litwinow, studiowal tez ks. Ludwik pochodzacy z Burtyna kolo Polonnego w obwodzie chmielnickim. Na tym samym kursie byl ks. Markijan Trofimiak, pochodzacy z Kozowej w obwodzie tarnopolskim. Z jakiegos powodu kraza legendy, ze ks. Ludwik pomagal w nauce ks. Markijanowi. Prawda jest taka, ze pomoc od bpa Trofimiaka otrzymywal ks. Ludwik. Po wykladach gloszonych po lacinie lub po polsku siadali razem i Markijan jeszcze raz mu to powoli tlumaczyl, gdyz - jak wiemy - Ludwik slabo rozumial po polsku. Ta znajomosc przetrwala do konca zycia, a Opatrznosc Boza wiele razy postawila ich na jednej drodze sluzby kaplanskiej.

    W 1991 r. Jan Pawel II wznowil dzialalnosc hierarchi rzymskokatolickiej na Ukrainie i mianowal biskupow dla Lwowa, Kamienca Podolskiego i Zytomierza. We Lwowie metropolita zostal arcybiskup Marian Jaworski, a biskupami pomocniczymi zostali o. Rafal Kiernicki OFM Conv. oraz kolega ks. Ludwika - ks. Markijan Trofimiak, zwany ksiedzem Markiem. Wtedy, jak glosili plotkarze, "ks. Ludwik uciekl ze Lwowa do Lucka ". Biedacy ci nie rozumieli, ze abp Jaworski do roku тисячі дев'ятсот дев'яносто вісім byl tez administratorem apostolskim diecezji luckiej. Ks. Kamilewski, bedac troche samotnikiem w pracy, dobrze zdawal sobie sprawe z tego, ze we Lwowie jest arcybiskup, dwaj biskupi pomocniczy oraz ze prawie wszystkie swiatynie zostaly odebrane. Przychodzili nowi ksieza z Polski, ktorzy przejmowali nastepne odebrane przez niego koscioly. Postanowil wiec pomoc biskupowi w Lucku.

    Praca w Lucku nie byla na poczatku latwa, ale dla ks. Ludwika nie mialo to znaczenia. Zawsze lubil trudne wyzwania, dlatego i tam, na Wolyniu, odbieral kolejne zdewastowane swiatynie. Kiedy w 1998 r. zostal mianowany dla Lucka bp Markijan Trofimiak, to trzeba bylo dokonczyc remonty kosciolow i budowac plebanie dla duchownych. Nowy biskup dawal sobie z tym dobrze rade i zaczely sie plotki, wywolane, jak zwykle, przez naszych kochanych duchownych. Poslugujac w Lucku, ks. Kamilewski zostal odznaczony przez ojca swietego Jana Pawla II godnoscia Kapelana

    Honorowego Jego Swiatobliwosci. Pralatura, bo tak nazywamy ten pierwszy stopien papieskiego odznaczenia, byla traktowana przez Kosciol jako nagroda ziemska za oddana prace w archidiecezji lwowskiej i diecezji luckiej.

    Ks. Ludwik, bo tak go wszyscy nazywali, postanowil udac sie do diecezji kijow-sko-zytomierskiej, aby tam pomagac duszpastersko. Poczatkowo byl duszpasterzem w katedrze w Zytomierzu, poslugujac wiernym oraz szukajac nieoddanych jeszcze kosciolow. Pracowal do konca w Zytomierzu, gdzie na obrzezu miasta, przy obwodnicy, znalazl zniszczony kosciol sw. Waclawa na Kroszni, w ktorym bolszewicy urzadzili zaklad masarski "Kowbasozawod". Niektorzy miejscowi ksieza, nieznajacy zalet ks. Ludwika, pytali: co on robi ?, kto bedzie tam chodzil, skoro daleko od centrum i brak ludzi? Kiedy po paru latach odwiedzilem go na Kroszni, zobaczylem wielu wiernych i odnowiona swiatynie, w ktorej pomaga wikariusz i dojezdzaja siostry pallotynki z centrum na katecheze, teren wokol swiatyni zadbany i wiernych cieszacych sie ze swojego proboszcza. A on mi mowi, jak zawsze: "a widzi". Dzisiaj, gdy duszpasterzu-je tam ks. kanonik Wiktor Makowski, widzimy, jak bardzo potrzebny byl ks. pralat Kamilewski w tamtych czasach, gdy odbieral te swiatynie.

    Dobrze pamietam dzien jubileuszu 70-lecia urodzin ks. pralata Ludwika Kamilew-skiego w roku 2016 w parafii sw. Waclawa w Zytomierzu na Kroszni. Przybyli biskupi, ktorzy z nim wspolpracowali: Stanislaw Szyrokoradiuk OFM z Charkowa-Zaporoza oraz Witalij Skomarowski z Lucka. Obecnosc licznych wiernych z Zytomierza, Lucka oraz duza delegacja dawnej mlodziezy ze Lwowa potwierdzila, jak wielka wdziecznosc okazuja mu wierni swieccy za prace duszpasterska, ktora wykonywal dla nich w ciagu swego poslugiwania duszpasterskiego. Byly propozycje o mianowanie ks. pralata tytulem protonotariusza apostolskiego, czyli infulata, ale rozne okolicznosci, wzgledy ludzkie i procedury koscielne nie zdazyly z tym. Zmienili sie biskupi we Lwowie, dwa razy w Kijowie, a w koncu papiez Franciszek zniosl ten tytul w Kosciele Powszechnym. Taka jest tego dluga, ale i ciekawa historia, a plotki zostawmy tym, ktorzy jak zwykle nic nie wiedza ani nie rozumieja, a probuja autorytatywnie osadzac.

    Ks. pralat Kamilewski zadbal na Kroszni o swiatynie, jedynie nie zdazyl przygotowac godnego mieszkania dla siebie oraz ksiezy, ktorzy po nim przyjda. Nigdy nie dbal o siebie, tylko o wiernych, by mieli swiatynie. Gdy zorientowal sie, ze zdrowie jest za slabe, postanowil zrezygnowac z pracy na stanowisku proboszcza. Obecny biskup kijowsko-zytomierski Witalij Krywicki SDB podziekowal mu za gorliwa i sumienna prace oraz zaproponowal, by zamieszkal w charakterze rezydenta w Berdyczowie, w parafii sw. Barbary. Ks. Ludwik wolal jednak wrocic do Lucka, z ktorym przez wiele lat byl zwiazany. Nie cieszyl sie nim jednak zbyt dlugo, gdyz - jak mowimy - za

    szybko zmarl. Mowilem mu: ty umrzesz na chodzaco, bo widze, ze wcale nie dbasz o swoje zdrowie. A on czesto mi na to odpowiadal: "a widzi". Tak stalo sie po jego mysli, gdyz pracowal dla spraw niebieskich, a nie ziemskich.

    Przez wiele lat cierpial, tak jak biskup Rafal, na otwarte rany na nogach. Nigdy nie mial czasu na leczenie. Wiele razy mowilem, aby sie troche podleczyl. Mial tez zaawansowana cukrzyce, co widoczne bylo, gdy momentalnie zasypial. Mozna powiedziec, ze przez 17 lat pracy we Lwowie z biskupem Rafalem zapatrzyl sie w jego oddanie ludowi i zapomnienie o sobie.

    Warto wspominac dla historii Kosciola lwowskiego takich kaplanow, jak ks. pralat Ludwik Kamilewski. Obowiazkiem naszego pokolenia, ktore pamieta jeszcze ich dzialalnosc duszpasterska, jest pisac, nagrywac wspomnienia audio i wideo, bo pamiec ludzka jest zawodna. Duszpasterze heroiczni i bohaterscy pracowali na naszych terenach, zachowali wiare, mimo przesladowan ateistow. Bog zaplac za ich posluge, w tym ks. Ludwikowi.

    Lwow, 11 czerwca 2019 r., We wspomnienie sw. Barnaby Apostola


    Завантажити оригінал статті:

    Завантажити